Kostrzyn nad… Wartą

No właśnie, dlaczego miast w którym żyje kilka tysięcy ludzi nazywa się Kostrzyn nad Odrą? „Bo leży nad Odrą, głupku!”. Wydaje się logiczne, prawda? Ale jakby się przyjrzeć dokładniej, logiczne to to nie jest. Spójrzmy nad mapę poniżej. Jak dla mnie te miasto leży bardziej nad Wartą. Widać przecież dokładnie, że znakomita większość centrum Kostrzyna NIE JEST jest położona przy brzegu Odry. A może chodzi o patriotyzm? Niee, Odra ma swoje źródło poza krajem, a Warta wypływa z wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej.

Ale pomijając temat nad którą rzeką bardziej leży miasto, a czepiając się bardziej nazewnictwa. Otóż jak wszyscy dobrze wiedzą poprawna nazwa to „Kostrzyn nad Odrą”. Oficjalna i niezaprzeczalna. Nie dla wszystkich.
KOSTRZYN – dla PKP
Kostrzyn n/Odrą albo Kostrzyn n/O – dla kurierów
Kostrzyn Odrzański – dla wielu innych firm

Apel do firm: zmieńcie już nazwę naszego miasta na właściwą; nie po to płacicie informatykom grube pieniądze, żeby nie mogli zmienić jednego pola w bazie danych!

Więcej >

Dzieje się i nie dzieje się

Kostrzyn jest dziwnym miastem pod względem kulturowym. Niby są te eventy, ale tak jakby ich nie ma. Są ciekawe, ale nikt na nie nie przychodzi. W kilkutysięcznym mieście nie może znaleźć się kilkadziesiąt osób, które poszłyby do KCK zaznać się z kulturą? A może poezja śpiewana, wystawa fotografii, koncerty mniej znanych ludzi są zbyt lamerskie dla miejskiej szlachty Kostrzyna nad Odrą? Limuzynę zamówicie, szampana polejecie, może z łaską przyjedziemy. Musimy tylko ruszyć tyłki. A może mieszkańcy po prostu nie widzą dziesiątek plakatów i ogłoszeń o tych wydarzeniach, strona Kostrzyńskiego Centrum Kultury zaraża trądem i wirusami, a i znajomi o niczym nie wiedzą? Jakoś nie wierzę. Woodstock to nie jedyne wydarzenie kulturowe w mieście.

A potem narzekają tacy stary wyjadacze co o sztuce wiedzą wszystko, bo wyczytali o czymś tam na Onecie że TU NIC SIĘ NIE DZIEJE. Oj dzieje się, dzieje. Wystarczy się rozejrzeć. No i nie mówię, że wszyscy. Ale ta garstka osób, które tam przychodzą to albo stali bywalcy, albo… Ehh… Jak na takie miasto można by liczyć na coś więcej.

Postęp ludziska, postęp…

A dokładniej w technologii… Zdziwieni? Wątpię. Ale chodzi mi raczej o postęp użytkowy… Ja jakoś zawsze byłem mocno zacofany jeśli chodzi o to, bo jak zwykle nie mogłem nadążyć. Finansowo. Ostatnio jednak uzbierałem sobie i za niecałe 500zł kupiłem telefon. Ni to drogo, ni to tanio, ale – jak za tę cenę telefon rewelacyjny. Nie piszę jednak, żeby się tu chwalić. Więcej >

~

Ten film naprawdę podnosi na duchu. Nie tylko wtedy, kiedy ja (albo ktoś inny) jestem w depresji, ale pomaga też się uspokoić. W sam raz na początek dnia.

Your secret from Jean-Sebastien Monzani on Vimeo.

„Your secret” is a movie about you.

Something quite different as compared to my other works, this short movie evokes a complicity between the spectator and the narrator. Something cheerful, something mysterious, something simple, something that hopefully maybe brightens your day.

Hope you’ll like it.

Due to its popularity, the video is now also available on my youtube account: http://www.youtube.com/watch?v=rF0LZWWxSH0

(c) Jean-Sébastien Monzani – jsmonzani.com – all rights reserved

Niestety – zalewa nas.

No cóż… Powódź dotarła i do mojego miasta. Nie pisałem ostatnio nic na blogu, bo nie miałem czasu, ale ten temat akurat muszę poruszyć.

W całym mieście (w strategicznych miejscach, gdzie płynie Odra i Warta) budowane są wały. I o ile główna część miasta nie jest zagrożona, to co mają powiedzieć mieszkańcy przedmieści? Weźmy na przykład takie Szumiłowo. Na chwilę obecną jest zalane – jeszcze nie całkowicie, ale niewiele już brakuje. Więcej >

Hmm…

Dawno nie aktualizowałem tego bloga… Nie żeby mi się nie chciało czy coś, ale po prostu nie mam na to czasu. Szkoła, praca, dom – łatwo nie jest :P
A w dodatku ta pogoda… Już myślałem że będzie ciepło bo śnieg już stopniał, a tu niespodzianka – znowu biało -_-
Jak się znowu ociepli to wrócę ze szkoły na piechotę. Żeby było ciekawie, uczę się w Gorzowie, więc trochę to czasu zajmie. Ale teraz jest na to stanowczo za zimno.

Tablet :D

Yay! At least my new tablet has arrived! :D It’s Wacom Bamboo One A6-sized, and it’s mine! BWAHAHA! No I’m able to draw digitally… But at first, I must to train in traditional method (I already bought 0.5mm HB pencils) and practice a lot. practice, practice, practice…

Przeróbka starej Nokii

Jako, że stara Nokia 2610 leżała zepsuta w kredensie, po dłuższych poszukiwaniach zastępczego drugiego telefonu w akcie desperacji postanowiłem zrobić z niej użytek. Wsadziłem więc do niej cudem działającą baterię, lecz okazało się, że złącze ładowania jest uszkodzone. Nie chciało mi się jednak kupować nowego telefonu, a że stara karta musiała być jeszcze przez pewien czas aktywna, zdecydowałem się na małą przeróbkę. Więcej >

Przeniesienie numeru…

Zdecydowałem się przenieść swój numer z Plusa (starter 36i6) do sieci Play. Oczywiście, chciałem zachować swój numer. Gdy już wyciągłem ojca, żeby ze mną pojechał zarejestrować numer (no bo do tego potrzeba osoby pełnoletniej, a jakże) okazało się, że przemiły pan w salonie Plusa nie był w stanie odczytać kodu seryjnego karty SIM. Dlatego też poprosił mnie o przywiezienie tej plastikowej karty, którą dostaje się przy zakupie startera. No oczywiście, od razu paragon i co jadłem 78 godzin przed zakupem (!).

Ich polityka utrudniania doprowadza wszystkich do szału. No bo kto pamięta żeby to zachować? Cały pokój obszukałem (znalazłem nawet książki, które mam zwrócić do biblioteki, ale to już szczegół) i nic. Koniec końców zdenerwowany poszłem na piechotę (a to kawał drogi jest – na drzewicach mieszkam) do Ronda i kupiłem ten starter. Tutaj mam dwa razy taniej.

A co do zmiany numeru dodatkowo utwierdzili mnie przez ich wyrafinowane procedury. Z tego miejsca pozdrawiam kostrzyński salon Plusa i Play’a w kostrzyńskim Rondzie.

Zielonogórska wycieczka i Owsiak

O tak! Na początek dodam, że moja radocha nie wzięła się z nikąd. A skąd? Hmm… Może z Zielonej Góry? Dokładniej z gali rozdania nagród Ale Sztuka!

Hmm… Po raz pierwszy w tym mieście zorganizowali takie coś. Warto było jechać te 1,5 godziny z Kostrzyna. A że przybyliśmy sporo przed czasem, mogłem sobie porozmawiać z panem Owsiakiem. Przyjechał może z godzinnym zapasem. Z Warszawy. I jak sam powiedział, znowu zepsuł mu się samochód. Ale jednak przybył. Więcej >